niedziela, 4 października 2015

I


Piątek. Hura.. To chyba jedyny dzień w tygodniu, którego nie znoszę. Masa lekcji potem jakieś zajęcia gdzieś tam. W ogóle po co ja na nie chodzę? Przecież japoński mam opanowany do perfekcji. W sumie to nie wiem po co się go uczę.. Może dlatego że zawsze miałem słabość do Japonek? Raczej szanse, że tam pojadę są marne chociaż... na koncie w sumie mam niezłą sumkę więc jak by się uprzeć.. to warunki mam sprzyjające. Mój ojciec jest politykiem. Dokładnie nie wiem czym się zajmuje bo nigdy mnie to nie interesowało. Zresztą i z wzajemnością. Zastanawiam się czy w ogóle wie jak się nazywam.. hmm w każdym bądź razie sporo zarabia. Moja mama < święcie przekonana, że jestem pomocnikiem szefa kuchni> jest ambasadorką. Dokładniej rzecz ujmując australijską ambasadorką we Włoszech. Kobieta sukcesu. Nie widuję ich w domu, można by powiedzieć, że wracają tylko na noc.  Obydwoje są dziani więc problemu z kasą nie mam. Szczerze powiedziawszy trochę sie brzydzę używać swojej karty debetowej. To w sumie pewnego rodzaju bunt. Konto jest połączone z kontem starszych < choć do tej pory nie mam pojęcia jak Sarah czyli nasza gosposia dokonała tego cudu i załatwiła mi je> No cóż..zboczyłem z tematu. O czym to ja? Ach tak! Japoński. Co prawda to nie francuski ale może kiedyś wyrwę na to jakąś laskę.
  Za przeproszeniem, pierdole nie wstaje.W końcu co za różnica i tak się nikt nie przejmie jak sobie odpuszczę dziś szkołę.
- Bel! Bel! Belphegor! - Oho ciekawie się zapowiada - Wstałeś już? Proszę otwórz.
I właśnie dlatego zamykam swój pokój. Moja starsza siostra. To w sumie bardzo interesujące stworzenie. Jej "magicznymi" zdolnościami jest wyszukiwanie jakby radarem w miarę ciekawych rzeczy a potem gdy już je namierzy giną bezpowrotnie. Wystarczy chwila nie uwagi. Już dawno pożegnałem się z dwoma bluzami, koszulką, ulubionym krawatem, i dwoma egzemplarzami mojego ulubionego czasopisma. I tak, macie racje, jedynymi wyrazami występującymi w tej gazecie są dwa słowa tytułujące magazyn.
- Bel!!
Ech chyba jednak muszę się podnieść z łóżka.
- Czego?
- O.. a ty nie ubrany jeszcze? Nie idziesz do szkoły? Źle się czujesz? A może przynieść ci herbatkę?
I ja mam wierzyć, że po to przyszła.Widać było, że ma mnie dogłębnie w dupie. Ech Airi nigdy nie była bezinteresowna. To chyba rodzinne.
- To co niby mam ci pożyczyć?
- Doobra masz mnie.. Słuchaj, robimy dziś w szkole taki projekt a ja o nim zapomniałam.. udostępnił byś mi swoją kamerę?
STOP! Nie wierzę własnym uszom. To się po prostu nie dzieje na prawdę. Czy ona właśnie poprosiła mnie, żebym oddał dobrowolnie w jej paskudne ręce swoje dziecko? Mój największy skarb. Moją świętość?!
- Zapomnij..
- No Bel!
- Nie i do widzenia!.
Wypchnięcie jej z pokoju to żaden wyczyn. Tyczka, tak można ją określić. Nie dość że wysoka to jeszcze sama skóra i kości. Ogólnie rzecz nazywając nienawidzę jej. Jest taka sama jak reszta mojej rodzinki.

      Stanie co rano na przystanku nie przeszkadza mi. Większość ludzi narzeka że to się bus spóźnia albo że nie ma miejsca w autobusie.  Jest mi to obojętne. Wole komunikację miejską o wiele bardziej niż bujanie się po mieście w czarnym Mercu  za kilkanaście tysięcy patoli. Będąc pośród ludzi takich jak ja nie czuje się ani trochę inny. Robię to samo co oni. Stoję najzwyczajniej na przystanku. Tyle wystarczy dla mojej świadomości. "Nie jestem jak moi starzy"  to moja mantra. Zawsze ją powtarzam kiedy robię coś zwykłego, normalnego. Choć można powiedzieć że ten autobus to akurat moja przykrywka. Jest 7.43 wiec za dwie minuty powinna już być.  Tak, tak chodzi o dziewczynę. Rzecz jasna nie byle jaką. Uroczą blondyneczkę o włosach długich aż do kostek. Przeważnie chodzi w grubym warkoczu, upiętym wysoko i zwiniętym tak ażeby włosy nie przekraczały granicy pupy. Czasem się zastanawiam dlaczego po prostu ich nie zetnie skoro tak woli.. ale potem i tak dochodzę do wniosku ze chyba bym ją zadźgał gdyby to zrobiła. Ta długość imponuje a jeśli dodasz do tego, że dziewczyna jest niższa ode mnie z jakieś 15 cm gdzie ja mam 189 cm to  jeszcze bardziej.  Ogólnie nie należę do nieśmiałych ludzi ale kiedy zawsze chce podejść przyjeżdża mój autobus. A chwile później, jej.  Taa zawsze przychodzi o 7.45 a o 7.48 ma autobus. Jeździ ósemką na Stare Przedmieście. Ja niestety jadę w zupełnie inną stronę i dlatego mogę sobie tylko stać po drugiej stronie ulicy i obserwować. 
 Dziś chyba jednak nie jest mi dane zobaczenie mojej perełki. Trudno, może jest chora albo też nie chciało jej się iść. Nie ma ludzi, którzy by choć raz nie poszli do szkoły.
 Szkoła jak szkoła zwykłe miejsce dla szarych ludzi. Miejsce gdzie nauczyciele zamiast pomóc ci się rozwijać każą myśleć szablonowo. Jakikolwiek przejaw kreatywności jest tłumiony przez uwagi czy ściąganie rodziców do szkoły. Tak było chyba zawsze i chyba nic tego nie zmieni. A później wszyscy chodzą i marudzą, że nudno. Nie ma co się dziwić. Ja na przykład przychodzę do szkoły tylko ze względu na mojego przyjaciela Luke'a. Takie trochę chucherko z niebieskimi włosami. Choć o włosach w jego przypadku nie można konkretnie nic powiedzieć bo nigdy nie wiesz jakiego koloru będą jutro. Tak więc poprawnie można powiedzieć, że ostatnio jak go widziałem były niebieskie.
    Nie jest dziś nawet tak nudno, dwie godziny matmy potem geografia, historia i dwie godziny języków. Powinniśmy mieć jeszcze trzy godziny zajęć praktycznych w terenie ale okazało się, że nasza klasa została wybrana do robienia widowni na jakimś konkursie. Nie powiem, jest mi to na rękę bo za nic nie mam ochoty łazić po lasach czy jakiś łąkach. Zostało jakieś pięć minut do rozpoczęcia więc oczywiście mój głodny przyjaciel musi grzać miejsce w kolejce do sklepiku. Wiecznie nie na żarty.
- Czy to nie może się pośpieszyć? Głodny jestem!
- Luke ogarnij. Masz jeszcze przecież dwa batony i kanapki.
- Noo nie mam.
- Nie wnikam.
      Rozmawialibyśmy dłużej gdyby nie to że Luke zrobił się dziwny. Zaczął machać dziwnie rękami i swoim wzrokiem bardzo chciał mi coś pokazać. Z mojej perspektywy wyglądało to dość zabawnie jednak powstrzymałem się od śmiechu i grzecznie odwróciłem się w stronę, którą tak subtelnie wskazywał mi Luke.
 I co? Pewnie myślicie, że zaraz napiszę, że stoi tam mój blond aniołek? Że spojrzeliśmy sobie prosto w oczy i zakochaliśmy się w sobie od razu? Pff.. Po zobaczeniu TEGO co miałem uciekłem na aulę szybciej niż Luke zdążył mrugnąć. Nigdy się niczego nie bałem. Zawsze to inni bali się mnie ale Lily to jedna z tych osób, na które nie patrzy się dłużej niż 4 sekundy. W gimnazjum, była w mojej klasie. Nie miał bym nic do niej gdyby nie to że była psychiczna a na dodatek stałem się jej obiektem westchnień. Kiedyś mieliśmy robić razem projekt więc pojechałem do niej. Calutki pokój był oblepiony moimi zdjęciami o których nawet nie miałem pojęcia. Nawet był ołtarzyk. Zawsze mnie mdli kiedy o tym myślę.. Grr.

     Tak więc zająłem nam miejsca gdzieś blisko podestu i czekam. Od niepamiętnych czasów kiedy tylko odbywały się jakieś konkursy czy występy bawiliśmy się z Luke'iem w jury i ocenialiśmy występy. Oczywiście swoją opinię wypowiadaliśmy głośno ażeby  uczestnicy wydarzenia mogli nas usłyszeć. Nie ważne czy były pozytywne czy negatywne, ważna była zabawa.
    No i pięknie. Luke z rozbawioną miną zasiadający obok mnie oznaczał męczenie mnie głupimi tekstami. Nie znoszę tego. Moim wybawieniem właśnie stał się dźwięk dzwonka. Mogliśmy zaczynać. Na pierwszy ognień poszła jakaś Edvige, którą kojarzyłem z podstawówki. Ogólnie laska ma nie najgorszy głos ale chyba widziałbym ją w jakimś bardziej energetycznym kawałku. No wiecie taki jakby skocznej. Gdzie na scenie się dzieje a pod nią to już lepiej nawet nie wspominać. Jakieś tancerki, rozwalanie gitar, krótkie sukienki, pończoszki... Nie, dobra stop. To po prostu nie była piosenka dla niej.Następna była Patrizia  i w sumie to dalej nie pamiętam co się działo. Moje bębenki po prosu nie wytrzymały tego skrzeku. I po minie Luke'a mogę stwierdzić spokojnie, że musiałem stracić przytomność. Kurcze, brakowało mi tego "czegoś" w tych laskach. Zero wczucia się. Zero jakiejkolwiek gry aktorskiej, którą nawet wielcy wokaliści uprawiają. Ku mojej uciesze zapowiedzieli ostatnią wokalistkę. Swoją drogą to ciekawe bo nie było żadnego faceta. Dobra dalej.. Tak właściwie to dotarło do mnie że w cale nie muszę tu siedzieć. Moje wyjście ażeby się nie spóźnić na japoński zostało zakłócone czymś co mnie nie mało zaskoczyło. A raczej kimś. Na środku czegoś co miało przypominać scenę stała ona. Oj tak, dziś prezentowała się jeszcze lepiej niż zwykle. Mimo iż gonił mnie czas, niesamowicie bardzo chciałem posłuchać jak śpiewa. Ech dlaczego nawet na mnie nie spojrzy? Tuuuutaj! Zdaje się, że tak pochłonął ją występ, że nie zwraca uwagi na to co się dzieje na około niej. Szkoda, że nie słuchałem za bardzo jak ją zapowiadali.. Jak masz na imię? Chyba nigdy się nie dowiem. Powiem szczerze, że nie raz słyszałem ten utwór ale jakoś nigdy do mnie nie przemawiał. Choć pewnie od dziś mogę stanowczo stwierdzić, że to moja ulubiona piosenka. Widać było, że mój aniołek dobrze się w niej czuł. Tańczyła, wariowała podrywała tłum. To jest to o czym wcześniej wspomniałem. To ta "gra" Nie potrafiłem oderwać od niej wzroku. Rany. Jak to jedna laska może namieszać w głowie.
 Ostatnie dźwięki wypłynęły z głośników a ja zerwałem sie na proste nogi i zacząłem klaskać. Przez chwilę pomyślałem, że to może być moja szansa. No ba! To była moja szansa! Wystarczyło, żebym dostał się za "kulisy" czyli za tą śmieszną zasłonę, która miała odgradzać uczestników od widowni. Nie było to jakiś specjalny trud więc szybko prześlizgnąłem się na drugą stronę kotary. Była tam. Zdawała się jakby czekać na mnie. A ja? No właśnie.. z tego całego wrażenia nie byłem w stanie dać ani jednego kroku do przodu. Jedno jej spojrzenie na moją osobę sprawiło, że przyrosłem do ziemi z wypisanym strachem na twarzy.

Przepraszam od razu za jakiekolwiek błędy. Oceńcie, wyraźcie opinię. Na pewno mi tym pomożecie. :P

czwartek, 25 czerwca 2015

Prolog

Może i nigdy nie należałem do szkolnych orłów, nie spędzałem całych dni ze znajomymi i nie byłem łobuzem. Nigdy też nie miałem szczęścia ani za wielu przyjaciół. Byłem osobą, która miała marzenie, choć wiedziała, że i tak go nie spełni. Byłem nikim. Jednak to w jaki sposób dołączyłem do jednej z największych mafii na świecie zajmując stanowisko głównego generała, nie było kwestią przypadku czy łutu szczęścia. Na sam szczyt nie zaprowadziły mnie znajomości, czy wibitne oceny. Nie, tam nikt na to nie patrzy. Liczy się twoje doświadczenie i sposób trzeźwego myślenia. Umiejętność zwodzenia, kłamania, rzucania słów na wiatr to zdolności, których tutaj uczą już małe dzieci. Musisz być silny i odporny psychicznie. Bezwzględność i brak litości, to twoje cechy rozpoznawcze. Wiesz, że tak naprawdę żadna z bliskich ci osób nie jest przyjacielem. Jesteś w tym sam. Pamiętaj, że nikt z zewnątrz nie może się na tobie poznać. Nie wolno ci zostawiać śladów. Kiedy się zdradzisz, tracisz wszystko.  Bo jesteś.. MORDERCĄ. 

Krótko bo krótko ale rozdział 1 juz się tworzy ;p